Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miejsca. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2015

Orle Gniazda


Pewnie wiele z was słyszało powiedzenie, że Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. Właśnie m.in. za jego czasów powstało wiele Jurajskich Warowni. Monarcha ten dbał o to aby państwo Polskie miało silną sieć umocnień pozwalającą na komunikację pomiędzy sobą oraz obronę granic. Właśnie Jura Krakowsko-Częstochowska była jednym z miejsc, w którym masowo powstawały zamki. Z jednej strony było to koniecznością ze względu na przebiegającą niedaleko granicę z Królestwem Czech, a z drugiej strony wyżynny krajobraz oraz wapienne skały i ostańce nadawały się idealnie do wybudowania systemu twierdz. Większość z nich powstał na przełomie XII i XIV w i niestety ze względu na różnorakie wojny i grabieże okolicznej ludności nie przetrwały w dobrym stanie do dzisiejszych czasów. W wielu przypadkach powtarza się scenariusz upadku zamku przy okazji potopu szwedzkiego. Różnorakich ruin, baszt i umocnień jest multum. Nasi monarchowie zadbali o to, aby w średniowieczu tworzyły dosyć szczelny pierścień, dlatego poszczególne obiekty znajdują się co kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów. Ze względu na swoją historię oraz położenie, został utworzony w tym miejscu Szlak Orlich Gniazd, najdłuższy szlak pieszy w Polsce ma długość około 160 km. Jako, że jest to szlak magistralny tego makroregionu jest on oczywiście koloru czerwonego. Chciałbym wam przybliżyć nieco wybrane twierdze, oczywiście każdą z nich można by było rozebrać na części pierwsze pod względem historii, architektury oraz legend, ale do tego polecam zagłębić się w specjalistycznych portalach np. http://www.zamkipolskie.com/index.html .


Zamek Ogrodzieniec


znaleziono www.zamkipolskie.com

Jest to największa i najlepiej zachowana twierdza średniowiecznej Małopolski. Pierwsze umocnienia stanęły tu za panowania Bolesława Krzywoustego, jednakże niedługi najazd tatarski zrównał je z ziemią. Na ich miejscu w połowie XIV wieku zbudowano zamek gotycki - siedzibę rodu rycerskiego Włodków Sulimczyków. Warownia była doskonale wkomponowana w teren, z trzech stron osłaniały ją wysokie skały, a obwód zamykał kamienny mur, wjazd prowadził wąską szczeliną między skałami. Arkadowy dziedziniec główny zamku jest przepiękny, ze wszystkich stron otoczony wysokimi kamiennymi murami z otworami okiennymi. Kiedyś zdobiły je jeszcze krużganki, ale nic już z nich niestety nie zostało. 





znaleziono www.zamkipolskie.com
W najniższych i najwyższych kondygnacjach urządzono pomieszczenia gospodarcze oraz komnaty służby. Sale reprezentacyjne znajdowały się na drugim piętrze. W narożniku płd.-wsch. stoi potężna cylindryczna wieża. Od południa dobudowany jest budynek zwany Kurzą Stopą. Dolne jego kondygnacje zajmowały kazamaty ze strzelnicami, a powyżej była komnata zwana białogłowską, a jeszcze wyżej bogata sala balowa z przedsionkiem z piękną renesansową umywalką. W skrzydle zachodnim stoi wysoka wieża z machikułami, w części mieszkalnej pod dawną sypialnią odkryto tam tajny pokoik bez okien. W tej części zamku znajduje się drugi dziedziniec - dolny. Kolejny dziedziniec - mały, mieści się w skrzydle południowym. Od strony płd.-wsch. zamek był broniony przez wczesną formę bastionu - beluard. Następnie zamek przechodził przez ręce wielu krakowskich możnowładców. W czasie Potopu Szwedzkiego został bardzo zniszczony, tym samym stracił na znaczeniu. Podupadł do tego stopnia, iż jeden z ostatnich właścicieli zaczął sprzedawać Żydom budulec kamienny. Po wojnie obiekt znacjonalizowano, a w latach 1949-73 przeprowadzono kompleksowe zabiegi, zmierzające do zabezpieczenia jego murów w formie trwałej ruiny. Prace konserwatorskie, zmierzające do zachowania zamczyska w formie trwałej ruiny i udostępnienia go dla zwiedzających, rozpoczęto w 1949, a ukończono w 1973 roku.

znaleziono www.zamkipolskie.com
Zdaniem niektórych badaczy zjawisk paranormalnych Zamek Ogrodzieniec jest miejscem nawiedzonym, gnieżdżą się tu siły mroczne i potężne. Słynny Czarny Pies z Ogrodzieńca pojawia się niekiedy nocami, biegnąc po murach i wokoło ruin zamku. Wedle relacji osób, które miały okazję widzieć owo widmo, jest to czarny pies, wielkością znacznie przekraczający normalne zwierzę, jego oczy płoną, a biegnąc ciągnie za sobą ciężki łańcuch. Zjawa ma ponoć być duszą kasztelana krakowskiego Stanisława Warszyckiego. Co ciekawe - kasztelan straszy także niedaleko ruin zamku w Dankowie jako jeździec bez głowy. Byłem tam zimą niestety nie był udostępniony do zwiedzania, ale pierwsze wrażenie nie rzuciło mnie na kolana. Na jurze znalazłem ciekawszy zameczek
.





Zamek Olsztyn


widok z wieży starościnej na zamek
To średniowieczny zamek królewski z połowy XIII w., malownicze ruiny twierdzy efektownie górują nad miasteczkiem Olsztyn. Rozciągają się na dość dużym obszarze, na stromym wzniesieniu. Zamek był prawdziwą twierdzą nie do zdobycia. Rzuca się w oczy charakterystyczna ponad 20-o metrowa wieża - stołp, pod którą osadzano więźniów skazanych na śmierć głodową. Główną jej funkcją była oczywiście obrona i obserwacja okolicy. Dwie wieże mieszkalne razem z dwoma dziedzińcami tworzyły zamek górny. Na wschód od niego znajdował się zamek dolny z majdanem gospodarczym otoczony murem o grubości 2 m. Nieco dalej na południe stoi niższa czworoboczna wieża obserwacyjna zwaną starościńską lub sołtysią. Zaskakująca jest grubość jej murów wynosząca aż 4-4,6 m, co jest niespotykane na polskich ziemiach. Między nią a zamkiem górnym utworzono w XVI wieku podzamcze. Całość otaczał gruby mur obwodowy i piękne skałki o różnych rozmiarach.

Podobno pod  całym wzgórzem zamkowym istnieje bardzo rozgałęziona sieć tuneli, ale obecnie nie ma do nich wejścia. Z zamkiem związanych jest dużo miejscowych opowieści, posiada on ponoć podziemne połączenie z klasztorem jasnogórskim, a w podziemnych rzekach można zobaczyć pływające złote kaczki. Z zamkiem związana jest także legenda o zjawie błąkającej się po zamku w ciemne noce. Jest to duch Maćka Borkowica – poznańskiego, przeciwnika polityki króla Kazimierza Wielkiego. Powołał on konfederacje wymierzoną w monarchę. Wygnany z kraju po 4 latach powrócił i nadal przeciw niemu spiskował. W końcu został schwytany w Kaliszu i skazany na śmierć głodową w lochach pod główną wieżą zamku olsztyńskiego. Więzień otrzymywał dziennie tylko dzban wody i wiązkę siana. Podobno wytrzymał tak 40 dni, a jego jęki i przekleństwa słychać było w całym zamku. Inna legenda nawiązuje do faktu historycznego i mówi o płaczu dziecka, który można usłyszeć w wietrzne wieczory koło zamku. Podczas oblężenia zamku w 1587 r. przez Maksymiliana Habsburga pochwycony został syn burgrabi Olsztyńskiego - Kacpra Karlińskiego. Gdy Polacy zawzięcie bronili się Maksymilian kazał postawić na pierwszej linii porwane dziecko. Burgrabia Karliński obiecał królowi polskiemu bronić zamku do upadłego toteż gdy Austriacy byli już blisko, pierwszy podpalił lont armatni. Zamek został obroniony, a wśród ciał wrogów znaleziono ciało jego dziecka. Po tej tragedii burgrabia zaszył się w pokutnej celi, szukając ukojenia w modlitwie zmarł na Jasnej Górze. 




Zamki Mirów i Bobolice


Ruiny Bobolic znaleziono www.zamki.res.pl
Są to jedne z najstarszych zamków na szlaku Orlich Gniazd, powstałe za czasów Kazimierza Wielkiego. Zamek mirów usytuowany jest w bardzo malowniczej okolicy - dookoła rozpościerają się tzw. Skały Mirowskie. Posiada charakterystyczny strzelisty i surowy gotycki kształt. Ocalała część górna zamku i fragment dolnej. Do górnej nie ma jednak dostępu ze względu na zawalenie się ścian. Do niedawna można było wejść do zachowanych komnat zamku dolnego, ale obecnie wejście jest zakratowane. Podziwiać można jednak wspaniałe kamienne mury i wieżę. W murach zachowały sie gotyckie okna i otwory strzelnicze. Kiedyś wjazd prowadził od strony południowej przez niezachowany duży majdan gospodarczy. Całość otoczona był również już nie istniejącym murem obwodowym, przed którym znajdowała się fosa. Wzgórze zamkowe nie jest obrośnięte drzewami, więc można go dojrzeć już z daleka pośród malowniczych skałek. Obecnie, po przejściu w prywatne ręce jest konserwowany i można go oglądać tylko z zewnątrz. 

W Bobolicach jest moc - znaleziono www.jurainfo.pl
Idąc 1,5 km na zachód ścieżką wzdłuż skałek docieramy do zamku Bobolickiego. Do niedawna były to tylko niewielkie, ale robiące wrażenie ruiny zamku położone na dość stromym wzniesieniu. Warownia była doskonale dopasowana do ukształtowania terenu. Ocalał tylko górny zamek a konkretnie część mieszkalna z pozostałościami baszty na północno-wschodnim narożu. Kiedyś do zamku prowadził most zwodzony ponad suchą fosą, a całość otaczały mury z blankami. Od strony południowej do budynku zamkowego przylegała druga mniejsza baszta z kopułą. Natomiast poniżej od tej strony stała czworoboczna wieża bramna broniąca przedzamcza, która obecnie została zrekonstruowana wraz z murem obwodowym. Z zamku rozciąga się rozległy widok na całą okolicę. Kilka lat temu ruiny zaczęły zmieniać swoje oblicze, ponieważ kupił je jeden z senatorów i przeprowadzał powolną odbudowę. Dziś zamek jest już w pełni zrekonstruowany, częściowo na podstawie fantazji autora projektu, ponieważ pierwotny wygląd budowli nie jest znany. Jest to ewenement na Jurze.

Z zamkami związana jest legenda o dwóch braciach, z których jeden władał zamkiem w Bobolicach, a drugi w Mirowie. Bracia byli ze sobą bardzo zżyci, nie mogli się bez siebie obejść. Pewnego razu przybył posłaniec królewski i wezwał władcę Bobolic do wzięcia udziału w wojnie na Rusi. Drugi brat postanowił o chlebie i wodzie oczekiwać na powrót brata. Ten wrócił ze skarbami i piękną dziewczyną, w której zakochał się i pan Mirowa. Skarbami się podzielili, a o tym kto poślubi dziewczynę miało zadecydować ciągnięcie losu. Wygrał brat z Bobolic. Od tej pory braterska miłość się skończyła. Pan Mirowa nie dawał za wygraną, tym bardziej że dziewczyna pokochała właśnie jego. Gdy władca Bobolic opuszczał zamek, jego żona i brat spotykali się w podziemiach łączących oba zamki. Gdy rzecz się wydała, pan Bobolic zabił brata, a żonę zamurował w lochach.

Ostrężnickie ruiny


Rekonstrukcja zamku - znaleziono www.janow.pl
Kompletnie zrujnowany tajemniczy zamek, o którym nie ma żadnych informacji w kronikach. Znajduje się w lesie na wzgórzu ze skałą. Z zamkiem sąsiaduje inna wapienna skała z jaskinią, która łączyła się z nim korytarzami. W 1386 roku Wojciech z Potoka herbu Jelita – właściciel Potoku, występuje jako rycerz w świcie księcia Władysława Opolczyka, gdy ten odwiedzał swoje opolskie posiadłości w Woźnikach. Wojciech był właścicielem Potoka, Trzebniowa oraz Mokrzeszy i on prawdopodobnie zaczął budowę zamku na Ostrężniku , być może na polecenie i za pieniądze księcia Władysława. Obiekt składał się kiedyś z zamku górnego i dolnego, z jednym lub dwoma podzamczami oddzielonego głęboką nawodnioną fosą. Część dolna otoczona była wałami z palisadą. Prowadziły przez nie prawdopodobnie dwa wjazdy do zamku dolnego od strony płd.-wsch. i płd.zach. Zamek górny z budynkiem mieszkalnym otoczony był murem i posiadał na pewno jedną wieżę od południa wysuniętą poza lico murów o wymiarach 6x9 m. Druga wieża mogła być dostawiona do budynku mieszkalnego. Obecnie jedyne co pozostało z warowni to skała na której był zbudowany zamek górny oraz niskie mury, pozostałości wieży, budynku mieszkalnego i muru obwodowego. Niegdyś jego obwód wynosił 144 m. Grubość murów waha się między 1,6 do 2,2 m. Poza tym są jeszcze drzwi do zakrystii kościoła w Złotym Potoku, które wg podań pochodzą z warowni. Najprawdopodobniej zamek na Ostrężniku funkcjonował krótki okres i został zburzony w 1391 r. przez ekspedycję karną wysłaną z Krakowa przez króla Władysława Jagiełłę przeciwko księciu Władysławowi Opolczykowi, który trudnił się również rozbojem (raubritterstwem) i na jego polecenie zaufany rycerz Wojciech z Potoka, za pomocą swoich ludzi grabił karawany kupieckie ciągnące tutaj bursztynowym szlakiem z Gdańska przez Kalisz do Krakowa, a stąd wzięły się podania o zbójnikach na zamku.

Jaskinia Ostrężnicka - znaleziono www.janow.pl
Pewna legenda związana jest z jaskinią Ostrężnicką. Mówi o chłopcu, który znalazł głęboko w jaskini skarb. Wcześniej nikt się tam nie zapuszczał bo podobno skarbu pilnował sam diabeł. Wnętrze jaskini było wtedy zagrodzone masywnymi wrotami, które zatrzasnęły się nagle za wychodzącym chłopcem i przycięły mu piętę. Od niego ma wywodzić się miejscowa rodzina Piętaków. Przyznam się, że przy okazji wizyty na Ostrężniku byłem też w jaskini. Wydawał się dosyć bezpieczna jeżeli ko muś nie przeszkadza czołganie. Jakiś czas temu mówiono w mediach, że w jaskini Ostrężnickiej przysypało turystę. Dlatego należy bardzo uważać przy chodzeniu po takich obiektach.

Ogólnie polecam Zamki Jurajskie ciężko jest mi ocenić poszczególne, ogólnie z większością z nich wiążą się ciekawe historie i  można w nich poczuć klimat. Moja ocena 8/10

Czytaj dalej »

wtorek, 21 kwietnia 2015

Kraina jaskiń


 Jurajski kras


Jak już pisałem w poprzedni artykule Jura nosi swą nazwę od tego, że większość skał z których się składa pochodzi mniej więcej z tego okresu geologicznego. 

Jaskinia - znaleziono www.garnek.pl
Gdybyśmy się cofnęli na ten teren kilka milionów lat okazałoby się, że jesteśmy na dnie dużego ciepłego morza. W tym właśnie akwenie pływało mnóstwo skorupiaków i innych stworzeń, które gdy umierały tworzyły wapienne pokłady skalne. Z upływem lat morze wyschło, ale wapienie pozostały, a jako skały organiczne są bardzo podatne na erozję zwaną krasem. Form krasowych jest wiele, ale najciekawszymi z nich są jaskinie, których na jurze Krakowsko-Częstochowskiej jest zatrzęsienie. W większości literatury znajdziemy nazwanych i sklasyfikowanych około 150 jaskiń, ale biorąc po uwagę, że na terenie wyżyny Krakowsko-Czestochowskiej jest dużo więcej małych jaskinek głębokości do kilku metrów tzw „schronisk” liczba ta urosnąć może nawet dziesięciokrotnie. Jaskinie stanowiły doskonałe schronienie dla ludzi pierwotnych, odkryto w nich pierwsze ślady występowania człowieka na terenach Polski. Niestety działalność początkowo na potrzeby przemysłowe, a później pseudoturystów spowodowało, że w wielu przypadkach piękna szata naciekowa uległa nieodwracalnemu zniszczeniu. Mimo tego warto poznać tajemnicze, ale też niejednokrotnie również bardzo niebezpieczne czeluście jaskiniowe. Przy zwiedzaniu takich miejsc pamiętajmy zawsze o zachowaniu szczególnej ostrożności, latarce i powiadomieniu kogoś gdzie się wybieramy. W Ojcowskim Parku Narodowym  we wszystkich jaskiniach oprócz udostępnionych do zwiedzania obowiązuje zakaz wstępu. Ze względu na duże zagrożenie przy zwiedzaniu odnotowuje się rocznie wiele wypadków śmiertelnych, osoby niedoświadczone w tego typu wyprawach oraz bez odpowiedniego przygotowania nie powinny ryzykować życia.  Ze względu na te fakty powołano na terenie Jury jednostkę Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego! Co ciekawe jest to jedyna Grupa GOPR w Polsce, która w swoim składzie ma także kobiety.

Dla jaskiń powstała nowa gałąź turystyki jaskiniowej i fortyfikacyjnej, a kluby speleologiczne zrzeszają wiele osób z całej Polski. Przyznam się wam, że mam znajomego grotołaza z warszawskiego klubu speleologicznego i rzeczywiście jego opowieści o kilkudniowych wyprawach do „dziur” są często niesamowite. Często samo szukanie jaskini zajmuje więcej czasu niż wycieczka po niej, ludzie schodząc na klika dni pod ziemię biorą ze sobą tylko niewielki ekwipunek, a przy dłuższych wyprawach np. wpatrują się co jakiś czas w kolorową linkę, bo po kilku dniach samej szarości receptory odpowiedzialne za rozpoznawanie kolorów mogą przez jakiś czas nie działać po wyjściu z podziemi. 

Trochę statystyki


Ciekawostką jest to, że liczba jaskiń systematycznie rośnie, co może wydawać się dość dziwne, przecież teren ten jest gęsto zamieszkały, a rzesze turystów zwiedzają go każdego roku. Dla przykładu w latach 1985-99 liczba jaskiń przekraczających 40 m długości wzrosła z 81 do 123, a więc ponad 50%. Co ciekawe w ostatnich latach odkryto wiele z największych jaskiń jurajskich (łącznie z najdłuższą na tym terenie, także w jaskiniach znanych wcześniej odkryto nowe korytarze. Ogólnie przez 15 lat długość korytarzy w jaskiniach tego terenu dłuższych niż 40 m wzrosła z 10,566 km do 16,176 km. Choć teren ten jest obecnie poligonem szkoleniowym głównie dla początkujących grotołazów przed wyprawami do dużych i trudnych jaskiń tatrzańskich, to i tu zdarzają się cały czas ciekawe odkrycia.

Najdłuższe jaskinie na Jurze:
  1. Jaskinia Wierna - 1027 m długości
  2. Jaskinia Wierzchowska Górna w Wierzchowiu - 975 m długości
  3. Jaskinia Brzozowa - 645 m długości
  4. Jaskinia Szachownica I - 600 m długości
  5. Jaskinia Twardowskiego - 500 m długości
Najgłębsze jaskinie na Jurze:
  1. J. Studnisko w Sokolich Górach - 75,5 m głębokości
  2. Jaskinia Szeroki Aven - 59 m głębokości 
  3. Jaskinia Januszkowa Szczelina - 56 m głębokości
  4. J. Piętrowa Szczelina w Niegowej - 45 m głębokości
  5. Jaskinia Błotna - 42 m głębokości
Jaskinie udostępnione turystycznie na Jurze:
  1. Jaskinia Wierzchowska Górna w Wierzchowiu
  2. Jaskinia (Grota) Łokietka w Ojcowie
  3. Jaskinia Ciemna w Ojcowie
  4. Jaskinia Nietoperzowa w Jerzmanowicach
  5. Jaskinia Smocza Jama w Krakowie

Najciekawsze dziury


Poniżej przedstawiam charakterystykę wybranych Jaskiń udostępnionych do zwiedzania.


Łokietek w jaskini - www.wikipedia.org.pl
Jaskinia Łokietka : znajduje się w szczytowej partii Góry Chełmowej w Ojcowskim Parku Narodowym. Jest to jedna z najbardziej znanych jaskiń w Polsce, będąca jednym z symboli Ojcowskiego PN. Znana szczególnie dzięki legendzie, mówiącej, że w tej jaskini ok. 1300 r. ukrywał się przyszły król Władysław Łokietek przed ścigającymi go wojskami króla czeskiego Wacława II. Według tradycji książę przebywał w niej ok. 6 tygodni wspierany przez miejscową ludność. Przed spenetrowaniem jamy przez wroga miała uchronić księcia rozpięta na wejściu do grotyi ogromna pajęczyna. Do wnętrza prowadzi głęboka rozpadlina, która po przeszło 20 m dochodzi do otworu właściwej jaskini. To właśnie w tej rozpadlinie według legendy pająk miał usnuć wielką pajęczynę, która uchroniła Łokietka przed zgubą. Z wdzięczności za uratowanie późniejszego króla stylizowana pajęczyna zdobi kratę chroniącą wejście do jaskini. Faktycznie rozpadlina jest pozostałością korytarza, w którym zapadł się strop. Mimo tego, że każde miejsce  wiązane jest z legendą o królu, to do dziś nie udało się ustalić, czy faktycznie tam przebywał. Łokietkowa podobnie jak większość jaskiń jurajskich posiada ubogą szatę naciekową, którą reprezentują głównie makarony i polewy. Na polewach można zaobserwować również żebra. W miejscach położonych wysoko, a więc niedostępnych zachowały się jednak również niewielkie stalaktyty. Ściany i strop wskazują na fakt intensywnego korzystania przy zwiedzaniu z pochodni i świec.


Nietoperze w jaskini - znaleziono www.plamkamazurka.blox.pl
Jaskinia Nietoperzowa : znajduje się w górnej części Doliny Będkowskiej i obecnie jest udostępniona do zwiedzania wyłącznie z przewodnikiem. Do wnętrza prowadzi duży otwór wygładzony przez wodę. Część przyotworowa zaczyna się głębokim wykopem powstałym w wyniku prowadzonych tu intensywnych prac archeologicznych. Dalej jaskinia dzieli się na dwa korytarze, z których w lewym na stropie pozostały silnie zabrudzone nacieki. W części łączącej główny ciąg jaskini z lewym korytarzem ukształtował się piękny wodospad naciekowy. Dalsze partie powstały na spękaniach skały charakteryzując się występowaniem licznych kominów. W stropie głębszych partii występują również kotły wirowe. Jaskinia nie posiada większych odgałęzień bocznych. W ostatnich latach w górnej części jednego z komór odkryto niewielki korytarzyk osiągalny po niezbyt trudnej wspinaczce niestety niedostępny dla turystów. Warto zwrócić uwagę na ściany, na których widoczne są ślady pierwotnego poziomu namuliska, które przez lata było tu eksploatowane. Do osobliwości jaskini należy zaliczyć komorę podpartą ogromnym słupem skalnym, sporo nacieków kalcytowych oraz ślady wymycia krasowego. Nazwa tej groty wzięła się od zamieszkującej ją dawniej w głębszych partiach dużej ilości nietoperzy - nocków dużych i podkowców małych. Występowały tu również gacki wielkouchy i nocki orzęsione. Niepokojące jest natomiast to, iż od pewnego czasu obserwuje się zmniejszenie liczebności tej grupy. Do znacznej degradacji jaskini i jej fauny przyczyniła się eksploatacja guana nietoperzy i namuliska jaskini w l. 1872-79, które wykorzystywano jako doskonały nawóz. Obecnie spotykane są tylko pojedyncze okazy nocków, a w okresie zimowym zamieszkują tu w ilościach hurtowych podkowce małe. Jako ciekawostkę można podać, że m.in. w tej jaskini nagrywano sceny do filmu „Ogniem i mieczem”


znaleziono www.geojura.pl
Jaskinia Wierzchowska Górna : jest to największa udostępniona do zwiedzania na Jurze jaskinia, znajduje się w Dolinie Kluczwody koło wsi Wierzchowie. Jaskinia posiada rozwinięcie poziome. Wejście do niej jest zabezpieczone kratami i stalowymi drzwiami, została wyposażona w oświetlenie elektryczne, ekspozycję niektórych znalezisk archeologiczno-speleologicznych, a w niektórych komnatach ustawiono rzeźby-rekonstrukcje zwierząt kopalnych (m.in. niedźwiedzia jaskiniowego). Wewnątrz panuje temperatura stała + 7.5 C. Jaskinia ta posiada system korytarzy, który plasuje ją na drugim miejscu pod względem długości na Jurze. Obiekt posiada trzy otwory wejściowe. Dwa położone są u podnóża skał, trzeci znajduje się wśród skałek na zboczu doliny. Już na samym początku zwiedzania pojawiają się pierwsze ciekawostki. Otóż strop sali przyotworowej posiada tzw. kotły wirowe, zagłębienia powstałe w wyniku wymycia skały przez wiry wody zalegającej obecne pustki skalne. Dno z kolei rozcina głęboka rynna denna, rozmyta przez wodę, która swobodnie wypływała z jaskini. Na ścianach występują tu jeszcze paprocie. Z końcowej części sali przy otworowej dwa otwory zamykane kratami prowadzą do Hali Wielkiej Dolnej. Jej długość przekracza 40 m, a szerokość waha się od 4 do 10 m, przy średniej wysokości 5 m. Jaskinia posiada bardzo dużą ilość różnych komór o zróżnicowanym wyglądzie. W czasie prowadzonych tam badania archeologicznych odkryto w niej szczątki lub ślady bytności prehistorycznych zwierząt, a także pra ludzi. Jaskinia ta prócz wielkości jest interesująca również ze względu na występowanie nacieków w różnych fazach życia, to znaczy są tu i nacieki martwe i nacieki ciągle rosnące młode i powstałe przed tysiącami lat. Poza tym występuje tu duża różnorodność ich typów co jest rzadkością na Jurze. W jej wnętrzu stwierdzono występowanie 5-ciu gatunków nietoperzy, ale największą grupę reprezentują podkowce małe. 

znaleziono www.getyda.pl

 
polecam portal: http://www.it-jura.pl/pl/jaskinie.php
Czytaj dalej »

środa, 4 marca 2015

"Ponury" Wykus

Świeżo po Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych chciałbym przybliżyć wam historię największego zgrupowania partyzanckiego II wojny światowej w regionie Świętokrzyskim na tzw. Wykusie.


Na Wykusie

 

W lasach pomiędzy linią Starachowic i Wąchocka, a wioskami od strony Łysogór znajduje się wzniesienie Płaskowyżu Suchedniowskiego o wysokości 326 m n.p.m., główny węzeł szlaków nizinnych. Na zboczach góry znajduje się rezerwat przyrody Wykus, którego przedmiotem ochrony jest część rzeki Lubianki z malowniczymi zboczami, wąwozami i zespołami leśnymi.

Wykus ze względu na swoje położenie niejednokrotnie stanowił bazę polskich partyzantów. Podczas powstania styczniowego stacjonowali tu powstańcy dowodzeni przez Mariana Langiewicza. W trakcie II wojny światowej znajdowały się tu obozy żołnierzy polskiego podziemia, najpierw pod dowództwem mjr Henryka Dobrzańskiego "Hubala", później Zgrupowania Partyzanckie AK "Ponury" – por. cc. Jana Piwnika "Ponurego". 


15 września 1957 r. w miejscu gdzie obozowali w czasie wojny partyzanci odsłonięto kapliczkę z obrazem Matki Boskiej Bolesnej, upamiętniającą poległych w walce o Ojczyznę. Na jej ścianach są umieszczone pseudonimy 123 poległych podczas wojny żołnierzy. Kapliczka otoczona jest murem, na którym obecnie umieszczonych jest już kilkaset tabliczek z nazwiskami zmarłych żołnierzy zgrupowań "Ponurego" i "Nurta". 
Wykus na mapie - znalezione www.garnek.pl

Do dziś w lasach dookoła Wykusu znajdują się liczne mogiły partyzanckie. Jest to miejsce bardzo ważne dla świadomości historycznej społeczności lokalnych, każdego roku, w drugą sobotę czerwca, na Wykusie organizowane są uroczystości upamiętniające poległych żołnierzy Zgrupowań Partyzanckich AK "Ponury". Organizatorami uroczystości są Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej – Środowisko Świętokrzyskich Zgrupowań AK "Ponury-Nurt" oraz Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej Obwód Świętokrzyski. Od pewnego czasu uczestniczą w nich przedstawiciele władz wojewódzkich i poczty sztandarowe świętokrzyskiej policji. 











Major „Ponury”



Jan Piwnik "ponury" -znaleziono www.polska-zbrojna.pl
Jan Piwnik „Ponury” – jeden z najbardziej znanych ludzi regionu Kieleckiego. Miał to szczęście, że część swojej młodości spędził w jeszcze wolnej ojczyźnie. Przed wojną pracował w policji Państwowej. Niestety nie zbyt długo, bo po 5 latach wybucha II wojna światowa. W wojnie obronnej 1939 r. uczestniczył jako dowódca kompanii w Zmotoryzowanym Batalionie Policji. Pod koniec września 1939 zaczął wycofywać się ze swoim pododdziałem ze Śląska w kierunku granicy polsko-węgierskiej. Po ucieczce w marcu 1940 r. z obozu internowania na Węgrzech, dostał się do Francji, gdzie wstąpił do pułku artylerii, został niedługo dowódcą baterii artyleryjskiej. Kiedy w czerwcu 1940 r. Francja skapitulowała, „Ponury” na czele oddziału skupiającego rozbitków z różnych polskich jednostek, na jednym z ostatnich statków przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam brał udział w wielu kursach walki konspiracyjnej i spadochronowych. Następnie w 1941 został wcielony do cichociemnych i awansowany do stopnia porucznika.


Nocą z 7 na 8 listopada został zrzucony do Polski w ramach pierwszego lotu cichociemnych. Pierwotnie przydzielony do komórki Oddziału V Komendy Głównej ZWZ-AK, zajmującej się sprawami odbioru zrzutów lotniczych. Koordynował wszystkie sprawy związane z przyjmowaniem kolejnych grup cichociemnych. Następnie zgodnie z własnym życzeniem 13 czerwca 1942 r. objął dowództwo II odcinka "Wachlarza" w Równem. Jednakże krótko po tym został aresztowany wraz z Janem Rogowskim ps. "Czarka" przez żandarmerię niemiecką w drodze na akcję w Zwiahlu. Po 4 miesiącach uciekł z więzienia i dotarł pieszo do Warszawy. Po krótkim odpoczynku i dojściu do zdrowia po przebytej czerwonce otrzymał funkcję inspektora i prowadził szkolenia z zakresu dywersji. 





1.Mgła schodzi z lasu, panie majorze

Mrok się podnosi z chaszczy jak ptak

Już się szkopy nie tułają po borze

Nie jednego przez noc trafi szlag

Jutro do wsi pewnie zejdziemy

Pies nie szczeknie - przecież my swoi

U mej matuli cokolwiek zjemy

Potem nas śpiewem do snu ukoi



I dobrze odpoczniem, nim odejdziem w góry

Lecz co pan major, taki ponury?



2. Do diabła ze śmiercią, panie majorze

Pan z nią szedł w trzydziestym dziewiątym

Potem trza było się z wojskiem łączyć

I miecze ostrzyć daleko za morzem

Myśmy czekali bo wodza brakło

Lichy to zwierz co walczy bez oka

Pisma przysłali i słowo się rzekło

I biały orzeł z góry spikował



I w piersi wroga wbił swe pazury

Lecz co pan major taki ponury?



3. To nie był taki zwyczajny bój

Lufa się zgrzała jak bramy do piekła

Mocno się wrzynał w kieszeni nabój

A każda chwila się w wieczność wlekła

Strasznie pan dostał, panie majorze

Jak mi Bóg miły-nie mogło być gorzej

Krew się przelała przez głębokie rany

Archanioł Gabriel otworzył bramy



Pozdrówcie ode mnie Świętokrzyskie góry

Szepnął i skonał major Ponury


Skonał i odszedł, odnalazł swe góry

Sercem bohater - major Ponury


Świętokrzyska Partyzantka



Partyzanci ze zgrupowania Ponury - znalezione www.wikipedia.pl
Z uwagi na działalność w Kieleckiem coraz większej liczby bandyckich grup w marcu 1943 r. KG AK wyraziła zgodę na powołanie oddziału partyzanckiego. W połowie maja J. Piwnik formalnie przyjął funkcję dowódcy Zgrupowań Partyzanckich AK "Ponury". W krótkim czasie stworzył oddział liczący ok. 100 ludzi. 4 czerwca został też mianowany komendantem "Kedywu" Okręgu V Radomsko-Kieleckiego AK. W tym czasie bazą wypadową zgrupowań stał się właśnie nasz Wykus. J. Piwnik był świetnym dowódcą i niezłym cwaniakiem. W niemieckiej fabryce uzbrojenia w Suchedniowie z jego inicjatywy została zapoczątkowana tajna produkcja kopii angielskich stenów, w celu dozbrojenia partyzantów. Latem jego zgrupowania z powodzeniem przeprowadziły szereg akcji dywersyjnych i ataków na obiekty niemieckie, likwidowały też konfidentów, rozprawiały się z bandami rabunkowymi. Ponadto prowadz szkolenie rekruckie z naciskiem na dywersję, minerstwo, opanowanie znajomości broni. Ludność Kielecczyzny uznawała J. Piwnika za przedstawiciela władz i zwracała się do niego m.in. z prośbami o rozwiązywanie sporów sąsiedzkich.

19 lipca zgrupowanym na Wykusie partyzantom J. Piwnika udało się ujść przed pierwszą niemiecką obławą. Pod naciskiem Komendy Okręgu J. Piwnik podzielił swoje zgrupowania, zaś sam w sierpniu oddał się do dyspozycji Komendy Okręgu. 16 września ponownie zarządził koncentrację na Wykusie, aby uroczyście wręczyć żołnierzom sztandar zgrupowań, który ufundowała miejscowa ludność. Jednakże na kilka dni wcześniej dowiedział się o planowanej przez Niemców kolejnej obławie. Nie odwołał jednak koncentracji, gdyż przygotował na wroga zasadzkę. W rezultacie Niemcy odnieśli duże straty, a partyzanci 19 września zgrupowali się na Łysicy. Kilkanaście dni później złożył prośbę o zwolnienie go z funkcji szefa okręgowego Kedywu. Na 28 października wyznaczył ostatnią przed rozłączeniem oddziałów koncentrację zgrupowań. Tym razem Niemcy także przeprowadzili obławę, zadając jednak spore straty partyzantom. Wszystko wskazywało na to, że Niemcy doskonale wiedzieli nie tylko o miejscu i czasie koncentracji, ale nawet o sposobie rozstawienia placówek. Wbrew dotychczasowym zwyczajom, weszli do lasu w nocy i przesiedzieli w nim aż do rana w bezpośredniej bliskości partyzanckiego obozowiska, ktoś z podkomendnych Piwnika musiał dawać cynk. Oczywiście niedługo znaleziono zdrajcę.
Kapliczka na Wykusie - znaleziono www.świetokrzyskipn.org.pl

Po kilku następnych wypadach Piwnik dowiedział się nieoficjalnie, że dowódca Okręgu złożył wniosek dyscyplinarnego zdjęcia go z dowodzenia zgrupowań z powodu narażania ludności cywilnej na represje niemieckie po brawurowych, a – jego zdaniem – niepotrzebnych akcjach, m.in. po pierwszej pacyfikacji Michniowa. 2 stycznia 1944 r. J. Piwnik otrzymał odpis stosownego rozkazu Komendanta Głównego AK. 

 

 

 

 

Okręg Nowogródek - prawie koniec



Jednak nie był to koniec partyzanckiej kariery Piwnika. Na wiosnę 44’ obejmuje dowództwo kompanii szczuczyńskiej Nadniemeńskiego Zgrupowania Partyzanckiego. Jana Piwnika mianowano 1 maja dowódcą VII batalionu, który po miesiącu istnienia przekroczył stan 700 ludzi. Okres maja i początku czerwca Ponury poświęcił na sprawy organizacyjne i drobne starcia z Niemcami. Był doskonałym taktykiem i gospodarzem, stworzył m.in. bazy żywnościowo-zaopatrzeniowe dla swojego oddziału, w których gromadził prowiant dla wojska ściągane sprawiedliwie od okolicznych mieszkańców. Zorganizował też szpital partyzancki. W połowie czerwca przyszedł rozkaz realizacji akcji "Burza". Bataliony działające w rejonie Lidy miały uderzyć na umocnienia niemieckie na granicy, tzw. "stützpunkty", czyli umocnione stanowiska oporu odległe od siebie o 10-12 km. Piwnik uznał, że dla zdobycia niemieckiego umocnienia wystarczy jedna kompania, tym bardziej że wzmocniono ją cekaemem i garłaczem. Dwie pozostałe kompanie rzucił na zastawienie zasadzek, gdyż od strony Mazowsza mogła przybyć niemiecka odsiecz. Niemcy zostali rozgromieni przy praktycznie żadnych stratach po stronie polskiej. Zdobyto dużo broni zarówno w punkcie umocnienia, jak i w akcji dodatkowej 3. kompanii, rozłożonej w zasadzce przy szosie z Nowego Dworu. Apetyt rósł w miarę jedzenia, 16 czerwca zaatakowano kolejny stützpunkt pod wsią Jewłasz, okazało się, że to ostatni bój Ponurego, który poległ podczas ataku. Przed śmiercią miał wyszeptać do znajdującego się przy nim lekarza: Powiedz żonie i rodzicom, że ich bardzo kochałem, i że umieram jako Polak... I pozdrówcie Góry Świętokrzyskie... Pochowano go na cmentarzu w niedalekiej Wawiórce. Jego szczątki zostały w 1987 r. przeniesione do klasztoru cystersów w Wąchocku, a w czerwcu 1988 uroczyście pochowane w klasztornej ścianie, co poprzedziły trzydniowe uroczystości pogrzebowe.



Ciekawostki

 


  • Jan Piwnik od 1990 r. jest patronem Policji świętokrzyskiej. Od 2002 r. policjanci, którzy wykazali się szczególnym poświęceniem i zaangażowaniem w wykonywaniu swoich obowiązków na rzecz bezpieczeństwa obywateli, odznaczani są Odznaką Zasługi imienia mjr. Jana Piwnika "Ponurego", nadawanym przez Kapitułę Odznaki.
  • Jego imieniem nazwano też wiele drużyn harcerskich oraz ulice w kilku miejscowościach, m.in. we Wrocławiu, Kielcach, Krakowie, Łodzi i Skarżysku-Kamiennej, Bydgoszczy oraz Gimnazjum Publiczne w Bodzentynie.
  • W rodzinnych Janowicach istnieje Izba Pamięci, w której zgromadzone są pamiątki rodzinne oraz przedmioty, których używał Piwnik podczas swojej działalności partyzanckiej. Przed domem znajduje się natomiast głaz z metalową tablicą podającą jego krótką biografię. Jego pomnik znajduje się też na rynku w Wąchocku.

źródła: www.wikipedia.pl
            http://ponury-nurt.blogspot.com/
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 lutego 2015

Wszystko zaczęło się od Cystersów

Dawno się nie odzywałem, przepraszam za opóźnienia! Dziś chciałbym przybliżyć wam historię Wąchocka, która wiąże się nierozerwalnie z zakonem cystersów, stanowiącym główny czynnik osadniczy i miastotwórczy. Znawcy tematu mówią, że historia Wąchocka jest tożsama z historią opactwa. Zakonnicy przywędrowali do Wąchocka ze słonecznej Burgundii we Francji w 1179r za sprawą biskupa krakowskiego Gedeona.

Początki cystersów

Cystersi - znaleziono www.archikatedraoliwa.pl

Założycielem zakonu cystersów był Robert z Molesme, opat klasztoru benedyktynów w Molesme, zwolennik eremicko-ascetycznego stylu życia zakonnego. W wyniku sporu ze zwolennikami bardziej luźnego życia zakonnego mnichów w Cluny Robert wraz z dwudziestoma zwolennikami opuścił Molesme i osiadł w pustkowiu Cîteaux, około dwudziestu kilometrów od Dijon w Burgundii. Uroczysty akt fundacyjny klasztoru ogłoszono w dniu św. Benedyktyna, 21 marca 1098 roku. W czerwcu następnego roku synod biskupów, przychylił się do prośby benedyktynów z Molesme i polecił Robertowi powrót do macierzystej jednostki na stanowisko opata. Robert podporządkował się decyzji biskupów i z dwunastoma mnichami wrócił do Molesme, gdzie umarł w 1111 roku. Według tradycji w Cîteaux pozostało ośmiu mnichów, którzy postanowili kontynuować życie zakonne według wymyślonych przez siebie reguł. W ten sposób Cîteaux stał się klasztorem matką.

Reguła zakonna


Cystersi powracali do ewangelicznej prostoty i praktyki ubóstwa, chcieli jak najbliżej naśladować Chrystusa. Cysters miał być pokutnikiem, który odsuwa się od świata doczesnego, żyje w samotności i ciszy, pracując nad swoim duchem i ciałem. Mnisi osiedlali się przeważnie na pustkowiach, w lasach lub w bagnistych dolinach, w miejscach bardzo odosobnionych od cywilizacji, dlatego też musieli być samowystarczalni. Prowadzili własne gospodarstwa, uprawiali ziemię. Na szczęście surowe postanowienia Carta Caritatis( Reguła zakonna cystersów) zostały dość szybko złagodzone. Mnisi otrzymali prawo przyjmowania oblatów oraz konwersów – zakonników drugiej kategorii. Dużą rolę w życiu cystersów odgrywały ustalenia zapadające na zebraniach kapituły generalnej, która składała się z archiopata Cîteaux oraz opatów 4 pierwszych filii: La Ferté, Pontigny, Clairvaux i Morimond. Kapituła generalna nieźle się ustawiła, ponieważ miała absolutną władzę sądowniczą i ustawodawczą, a niepodporządkowanie karano ekskomuniką. Ciekawym zwyczajem był coroczny zjazd wszystkich opatów cysterskich klasztorów w dzień Podwyższenia Krzyża Pańskiego – a jak można było się domyślić taka podróż z Polski w tamtych czasach nie była ani specjalnie łatwa ani krótka .Bardzo ważną i praktyczną, była wynikająca z reguły zakonnej, zasada utrzymywania ścisłych więzi między klasztorem macierzystym, a klasztorami filialnymi. Opat klasztoru filii musiał raz w roku odwiedzić klasztor macierzysty. Opat klasztoru matki naznaczał, a przynajmniej zatwierdzał opatów w podległych mu filiach. Wzajemne kontakty mnichów długo zapewniały kontrolę i przestrzeganie reguł zakonu równocześnie dając możliwość szybkiej wymiany wiedzy potrzebnej w rolnictwie, gorzelnictwie, budownictwie czy przemyśle.

Wnętrze kościoła zakonnego, znaleziono ww.fotografie.pl
Zakony cysterskie jako kulturotwórcze i w sumie samowystarczalne były bardzo cenne dla lokalnych paniątek i możnowładców. Sami zabiegali o ich tworzenie nowych filii na swych terenach. Pod koniec XIII stulecia cystersi mieli już aż 2000 opactw w całej Europie, co jest niesamowitym wynikiem. Architektura kościołów i klasztorów cystersów w średniowieczu była bardzo prosta. Później, gdy zakon posiadał olbrzymie bogactwa, stał się mecenasem sztuki. Obecnie wiele pocysterskich budowli, głównie gotyckich i barokowych, należy do wybitnych dzieł sztuki. Jeżeli natrafimy gdzieś na opactwo z początku XII wieku to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że należał on do Cystersów. Większość wczesnośredniowiecznych opactw w Polsce to właśnie ich siedziby.

Do Polski cystersi zostali sprowadzeni w połowie XII wieku. Pierwsze klasztory na ziemiach Polskich powstały w Brzeźnicy (1149-1153, dzisiejsze miasto Jędrzejów) i w Łeknie w pobliżu Wągrowca (1143). Nasz klasztor w Wąchocku. powstał 1179. Obiekty cysterskie i pocysterskie w większości włączone zostały do wytyczonego na terenie Europy szlaku turystycznego.

Co oznacza Wąchock


znalezione www.migielicz.pl
Wąchock jest dosyć popularną nazwą istniejącą w naszej świadomości między innymi dzięki popularyzującej go mocno popkulturze. Pewnie kiedyś zastanawialiście się skąd wzięła się ta nazwa? Jak już pisałem wcześniej, Wąchock jest scalony z historią zakonu. Przed zbudowaniem klasztoru cystersi mieścili się prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Wielkiej Wsi, którą nazywano „Abbatia de Camina", co oznacza Kamienna. Najbardziej prawdopodobne jest, że pierwotną formą było Wąchodzie. Wychód oznaczał miejsca na wąskim przesmyku, przejście. Widać to w lokalizacji wąchockiego klasztoru w wyraźnej bramie dolinnej dającej możliwość piętrzenia rzeki. Miejsce, w którym znajduje się obecnie Wąchock, było do czasu osiedlenia się cystersów terenem lesistym, podmokłym i pustym (takie właśnie odosobnione tereny lubili) i jego ucywilizowanie wymagało ogromnego wysiłku. 

Opactwo cystersów w Wąchocku


Budowa funkcjonującego do dziś klasztoru trwała około stu lat. Na przełomie XII i XIII w. został wzniesiony przez włoskich budowniczych kościół, którego pierwowzorem dla Wąchocka był głównie klasztor w Casamarii gdzie wznosi się wierna kopia wąchockiego opactwa. Forma wąchockiego kościoła odpowiadała regule zakonnej: prosta budowla bazylikowa na planie krzyża łacińskiego, z kaplicami po bokach, krótkie prezbiterium. Mury zbudowano ze starannie obrobionych ciosów w układzie poziomych pasów piaskowca na przemian żółtoszarego i brunatno-czerwonego pochodzącego z cysterskich kamieniołomów. Trójnawowe wnętrze nakryte zostało sklepieniem krzyżowo- żebrowym. Surowe ściany elewacji i wnętrza ożywiła dekoracja rzeźbiarska. Pierwsze zgromadzenie cystersów wąchockich składało się z samych Francuzów. Dosyć wcześnie zaczęto przyjmować do zakonu krajowców, o czym świadczą dokumenty z 1234r. Do XV w. opatami wąchockimi byli wyłącznie cudzoziemcy, dopiero w 1461 r. wybrano na opata pierwszego Polaka .

Klasztorne koło zamachowe


Opactwo, znaleziono www.wrota-swietokrzyskie.pl
Cystersi wycinając lasy i zamieniając nowizny na pola rozwijali na ogromną skalę gospodarstwa rolne przeszczepiając na miejscowy grunt nowatorskie techniki uprawy roli. Ponadto własną pracą i zapobiegliwością zmuszeni byli zaspokajać wszystkie swoje potrzeby. Dlatego też zakładali różnorakie obiekty produkcyjne jak młyny, warsztaty tkackie, folusze, cegielnie, kamieniołomy i warsztaty kamieniarskie, byli pionierami hutnictwa żelaza – jednym słowem wielka średniowieczna technologiczna maszynka zakonna. Zbudowali piec odlewniczy do wytopu blach ołowianych, którymi kryto obiekty opactwa i huty szkła do wyrobu witraży, a ich piwo było najlepsze w regionie. Zakonnicy wprowadzili hodowle warzyw i ziół, zajmowali się handlem Cystersi byli motorem do założenia Staropolskiego Okręgu Przemysłowego nad Kamienną. Rozbudowujący się klasztor i jego działalność sprawiły, że w sąsiedztwie opactwa rozwinęło się osiedle o charakterze targowym i usługowym, z czasem stanowiącym ośrodek dóbr klasztornych. W ten sposób doszło na przełomie XII i XIII w. do sytuowania osady Wąchock, która powstała drogą stopniowego, nieuporządkowanego, naturalnego osadnictwa. Istniała tu typowa szachownica pól, zdradzająca bezplanowe, dorywcze zawłaszczenie ziemi. W I połowie XIII w Wąchock miał już przywilej targu na prawie niemieckim, a na sól sprzedawaną na miejscowym rynku konwent cystersów wystarał się o stałe dostawy z Bochni. Na mocy tego samego przywileju Bolesław Wstydliwy udzielił zakonowi wąchockiemu koncesji na poszukiwanie dóbr kopalnych w Krakowskiem i Sandomierskiem, dając cystersom trzecią część ze znalezionych kopalin. Na pewno na rozwój Wąchocka wpłynęło także jego położenie, znalazł się on bowiem w miejscu krzyżujących się tu szlaków z Krakowa do Iłży i dalej na Ruś oraz z Sandomierza i Zawichostu doliną Kamiennej w kierunku innych ośrodków środkowopolskich.

Oczywiście nie było tak sielankowo cały czas, no to jak możecie się domyślić na taką tłustą kurkę mają ochotę chytre liski. Już w 1260r. Tatarzy pustoszą Wąchock, palą klasztor, mordują wielu mieszkańców. Żeby przywrócić do życia to miejsce Bolesław Wstydliwy nadaje dobrom klasztornym kolejne rozległe swobody. Uwalnia ich od władzy kasztelanów, sędziów i poborców, czyniąc ich podległym prawnie książęcemu.

W wyniku nadań książąt i innych osób Cystersi posiadali rozległe dobra. W XII w. do konwentu wąchockiego należało 25 wsi, a w XV w. klasztor posiadał już trzy miasta: Wąchock, Wierzbica, Waśniów oraz 34 wsie. Przywileje królewskie oraz rozwój przemysłu żelaznego zapewniły Wąchockowi byt i pomyślny rozwój. Niewątpliwie, usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie klasztoru, w centrum zarządu obszernych dóbr, było czynnikiem sprzyjającym w rozwoju miasta, wpływając istotnie na jego rozmiary i kształtując funkcje usługowe. Tak nawiasem mówiąc, była to konieczna alternatywa, gdyż tutejsi mieszczanie nie mieli imponującego uposażenia w ziemię. Już w czasach Długosza w najbliższych okolicach Wąchocka działały 3 kuźnie i młyn, w których koła poruszały wody 2 stawów na Kamiennej.

Cystersi nie tylko umieli budować fabryki, ale także potrafili procesować się całymi latami przede wszystkim z mieszkającymi po sąsiedzku benedyktynami ze Św. Krzyża. Jeszcze w 1786r. toczył się proces w sprawie Wierzbika przed trybunałem radomskim. Przyczyną sporu było to, że klasztor świętokrzyski posiadając rozległe obszary leśne nad rzeką Kamienną graniczące z posiadłościami cystersów w Wąchocku, ubiegał się o prawo do ich kolonizacji.


Upadek


Przez wojny i kryzys gospodarczy II połowy XVII w. Wąchock niemal całkowicie starcił swoją egzystencję. W okresie wojen szwedzkich sprzymierzony z Karolem Gustawem książę siedmiogrodzki Jerzy II Rakoczy wtargnął do Polski w 1657r. W swym pochodzie trafił na Wąchock, zrabował go i spalił niemal doszczętnie, w tym zniszczono także kościół i klasztor. Kolejne grabieże i rozboje dóbr klasztornych wiążą się również z przemieszczaniem wojsk szwedzkich, kozackich, jak też oddziałów polskich. W XVIII w. cystersi popierali i organizowali eksploatację miejscowych złóż piaskowca, wybór kamieni młyńskich i osełek, zakładali też kuźnice, zajmowali się produkcją piwa, mąki i żelaza. Z inicjatywy przeora Aleksandra Rupkiewicza zbudowano w 1789r. w Starachowicach wielki piec hutniczy o wysokości 16m i wydajności 0,4t na dobę. Równocześnie uruchomiono liczne kopalnie rudy oraz zakłady pomocnicze. Pomogło to nieco podnieść miasto na nogi.

Bardzo istotnym momentem w historii Wąchocka była kasata klasztoru cystersów (tak jak wielu innych zgromadzeń zakonnych w zaborze rosyjskim). Dekret kasacyjny rządu Królestwa Polskiego został podpisany 17.IV.1819r.

Co warto jeszcze wiedzieć?



  • W 1500 r. Wąchock mógł się pochwalić 22 spośród ogólnej sumy 289 kuźni zarejestrowanych na terenie Królestwa Polskiego,
  • W Wąchocku, z inicjatywy cystersów, w 1802r. została założona szkoła średnia, która istniała do roku 1836. Z ponad 100 uczniów, klasztor co rok dwóch najlepszych wysyłał do Akademii Krakowskiej i wypłacał każdemu po 1000 zł rocznie stypendium,
  • W czasie Powstania Styczniowego. w Wąchocku znajdowała się kwatera Mariana Langiewicza, który ogłosił tu odezwę "Do mieszkańców województwa krakowskiego”
  • Jeszcze ok. 1850 w miasteczku poza klasztorem i fabryką znajdowały się tylko trzy domy murowane.
  • Za aktywny udział w Powstaniu Styczniowym w 1869r. Komitet Urządzający Królestwa Polskiego odebrał Wąchockowi prawa miejskie, które posiadał 415 lat Zostały one przywrócone 1899r. i są przyznawane do chwili obecnej,
  • W l933 w gmachu klasztornym zorganizowano Muzeum Krajoznawcze oraz schronisko dla 15 osób,
  • 22 października 1942  roku Żydów wąchockich wypędzono do Starachowic, skąd wywieziono ich koleją na zagładę do Treblinki. Z obiektów należących do społeczności żydowskiej zachowały się resztki bóżnicy i cmentarz,
  • W 1927r. w Wąchocku zbudowano w czynie społecznym dużą murowaną remizę strażacką, która stała się miejscem życia kulturalnego gminy. W latach trzydziestych XX w. Budynku tym uruchomiono kino „Kamienna”, które z pewnymi przerwami funkcjonowało do 1984r.
  • 20 listopada 1951r. do miasta po 132 latach nieobecności przybywają z Mogiły cystersi. Zgodnie z prawem zakonnym początkowo była to placówka filialna mogilskiego
  • W Wąchocku wybiera się tradycyjnie od 1994 Honorowego Sołtysa,
  • "Lessowy wąwóz Rocław" – od południowej strony miasta leży wąwóz lessowy o wysokich walorach krajobrazowych, o długości kilkuset metrów, szerokości 20-30 m i głębokości ok. 15 m. Zbocza wąwozu porasta trwała murawa z licznymi gatunkami roślin naczyniowych,
  • pomnik sołtysa znanego z dowcipów, odsłonięto w 2003 r. Atrakcją turystyczną jest coroczny Zjazd Sołtysów. Turniej obejmuje kilkanaście konkurencji sprawnościowych i intelektualnych. Część konkurencji integracyjnych sołtysów opiera się na poczuciu humoru uczestników,
  • Podobnież w nocy nie można dojechać do Wąchocka, ponieważ Sołtys zwija na noc asfalt.
 
Pomnik Sołtysa, znaleziono www.rmf.fm.pl

źródła: 
http://wachock.pl/
www.wikipedia.pl
Czytaj dalej »